konkursy pracy psów myśliwskich:

 

Konkursy pracy psów myśliwskich" to piękny "rozdział" w moim życiu.
A wszystko dzięki mojemu pierwszemu jamnikowi miniaturowemu 
ZNAJOMY WŁADZI Zanzara. Niuniuś  (bo tak go nazywałam) był pięknym przedstawicielem swojej rasy. Z wystawy na wystawę dostarczał mi nowych wrażeń i przyjemności ze zwycięstw.  Przyszedł czas na sprawdzenie predyspozycji myśliwskich. Ja kompletnie nieprzygotowana, on prawdziwy jamol, z pasją, zacięciem.

Mój (nasz) pierwszy konkurs – Jaroszówka  1995 rok

Tutaj wszystko się zaczęło. Tutaj poznałam sędziów Pana Ryszarda Nowickiego i Pana Czesława Piekarskiego. To oni namówili mnie by zacząć szkolić psa i nie bać się pracy „na norze”, że pies jest tego wart. I poszło. Próby polowe, konkursy  tropowców, norowców w Jaroszówce, Olsztynie, Grębowie, Biskupinie, Toruniu, Rakowie, Pilchowicach i jeszcze kilku miejscach, których w tej chwili nie pamiętam, dyplomy wszystkich stopni, zwycięstwa i porażki.

W międzyczasie pojawia się w domu królicza suczka OKRUSZYNA Arlet.  Ciupinka była rewelacyjna. Króliczą norę pokonywała w rekordowym czasie 4 sekund. Niestety żyła zbyt krótko. Najmilej z tego czasu wspominam  konkurs w Olsztynie w 2000 roku. Około południa zadzwonił telefon – i co? Jak konkurs? Odpowiedziałam „kijowo, na cztery jamniki królicze jeden zaliczył norę króliczą, a na norze „lisiej”, na siedem startujących psów też tylko jeden pokonała rudego”. „To rzeczywiście kijowo”  ale oba moje!!! - ryknęłam
w słuchawkę. To Okruszyna i Niuniuś  okazały się jedynymi skutecznymi psami tego dnia, mimo, iż pozostałe startujące psy to elita wśród norowców. Ale byłam i nadal jestem z nich dumna. Tego też roku Okruszynka została uznana najlepszym jamnikiem króliczym w rankingu „Psów myśliwskich”. Po raz pierwszy zostałam zaproszona do Racotu na ogłoszenie wyników i wręczenie nagród.

Kolejne konkursy, kolejne psy, kolejne rankingi. W latach 2005 i 2006 najlepsza w Polsce była IDA z Przystani Wodniackiej. Potem rewelacyjne dzieci IDY – NITKA i MISTRAL – moje pierwsze CHAMPIONY PRACY. Wszystko zaczęło się kręcić według kalendarza wystaw i konkursów.

Od 2003 roku organizowałam u siebie, w Pilchowicach konkursy norowania jamników króliczych, tropowców oraz posokowców.  Po latach mogę się przyznać, iż konkursy te zaistniały dzięki mojej przekorze i pewności że
„ja potrafię”. Dlaczego? Na którymś z konkursów w Biskupinie poczułam, że jamniki królicze są jakby spychane na margines. Mimo iż są najmniejsze, startują na samym końcu, wszyscy są zmęczeni, na ogół już nie mają widowni i w ogóle jakoś tak jakby były mniej ważne. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z organizatorem konkursu, Panem Leszkiem Siejkowskim. Chyba się nieco zeźlił – „to zrób taki konkurs gdzie jamniki królicze będą na pierwszym miejscu” odpowiedział.

I co? Jak powiedział tak zrobiłam. Nawiązałam kontakt z Polskim Związkiem Łowieckim. Trafiłam na podatny grunt. W Jeleniej Górze nikt nie angażował się w konkursy psów więc dostałam zielone światło. Zbudowałam na swoim terenie króliczą norę i w 2003 roku odbył się pierwszy konkurs norowania jamników króliczych. Sędziował oczywiście „główny sprawca” Pan Leszek Siejkowski oraz Pani Agnieszka Pastucha i Pan Ryszard Nowicki.

W kolejnym roku odbyły się dwa konkursy – jamników króliczych i tropowców (wtedy jeszcze z posokowcami). Wtedy odnotowałam rekordową ilość 21 zgłoszonych tropowców. Z chwilą rozdzielenia tropowców i posokowców przekształciliśmy imprezę w dwudniowe zmagania z wieczorną biesiadą przy ognisku. Komisja sędziowska ulegała niewielkim zmianom – jak zwykle panowie Leszek Siejkowski i Ryszard Nowicki, kilkukrotnie sędziował pan Aleksander Skrzyński, a także Pan Andrzej Brabletz, Panie Agnieszka Pastucha i Hanna Hubaj-Ludowicz oraz Państwo Marzena i Piotr Błońscy.

Pilchowickie konkursy były postrzegane jako jedne z najtrudniejszych w Polsce. Słyszałam opinie, że „jeśli zaliczyłeś Pilchowice to jesteś dobry”. To miłe. Ale rzeczywiście nie było łatwo. Teren trudny – góry, pogoda nie zawsze łaskawa, a ścieżki …… jakby to powiedzieć…. fajne!

A po zmaganiach, wieczory …… pyszne. Tradycyjny dzik w warzywach przygotowywany na ognisku przez Piotra Andruszkiewicza, gulaszowa, kaszaneczka z grilla. A jak komuś nie poszło to mógł sobie „osłodzić” porażkę przepysznymi ciastami Janka Kowalskiego (cukiernia Żaneta w Karpaczu). Poniżej w galerii znajdziecie fotki tych pyszności. Czasem trudno mi było upilnować by ciasto w całości dotrwało do rozpoczęcia konkursu :))

Często przed konkursami odbywały sie treningi na norze króliczej, udało się także zorganizować warsztaty tropowe.

Pilchowickie konkursy zdobywały popularność i uznanie, czego dowodem jest przyznanie konkursowi jamników króliczych rangi krajowej, a konkursowi posokowców rangi międzynarodowej z prawem przyznania CACIT. Przez dwa lata organizowaliśmy jakby podwójny konkurs posokowców – psy rywalizowały na ścieżkach 24 i 48 godzinnych. To dopiero był sukces, wygrać „48godzin”!

W 2012 roku odbył się ostatni „mój” konkurs w Pilchowicach. Względy osobiste zdecydowały o zakończeniu tej pięknej przygody.

Ale to nie koniec konkursów na terenie Kotliny Jeleniogórskiej. Koleżanki
i koledzy, którzy uczestniczyli w organizacji konkursów postanowili kontynuować moją pracę i w 2013 roku także odbędą się konkursy tropowców i posokowców.

Pokusiłam się o zrobienie statystyki dziesięciu lat pilchowickich konkursów. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki odwaliliśmy „kawał dobrej roboty”.

Piszę „odwaliliśmy” gdyż w organizację konkursów zaangażowanych było kilka osób, które każdego roku   poświęcały swój czas i energię by wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem i dało uczestnikom jak najwięcej przyjemności.

W tym miejscu pragnę podziękować im wszystkim. Przede wszystkim wyżej wymienionym sędziom oraz asystentom – Iwonie Żuczek, Elżbiecie Jurczyńskiej, Ani Siejkowskiej. Szczególnie dziękuję mojej Rodzinie oraz Asi Wiśniewskiej i Piotrowi Andruszkiewiczowi Gosi Strzeleckiej, Wojtkowi Jurdydze i Wojtkowi Nowickiemu oraz tym  wszystkim którzy mi pomagali.  Konkursy by nie zaistniały bez dobrej woli Zarządu Oddziału PZŁ w Jeleniej Górze, a szczególnie bardzo dużego zaangażowania Łowczego Okręgowego Pana Kazimierza Koncewicza. Zawsze staraliśmy się o piękną oprawę. Jako pierwsi ułożyliśmy po konkursie symboliczny pokot, w trakcie każdej imprezy rozbrzmiewały sygnały myśliwskie.

 Zobaczcie na fotkach w galerii jak to pięknie wyglądało.

Dziękuję Wam wszystkim za te 10 lat :))

 

galeria pilchowickich konkursów:

statystyka konkursów: